Eseje i przemyślenia15.05.20266 min read

Widmo wolności, czy jednak droga do zatracenia?

Autor: Mikołaj Pietkiewicz

#social media#fomo#algorytmy#psychologia#cyfrowa wolność#krytyczne myślenie

Współczesny świat wbrew pozorom nie należy do najłatwiejszych. Żyjemy w cyfrowej cywilizacji, w której rozwój technologiczny, a także tempo, jaki ten dyskurs narzuca, staje się naprawdę ciężki do gonienia. Tutaj nie ma się co oszukiwać, dziś nikt z szeregowych obywateli nie dyktuje tempa, wszyscy staramy się po prostu nie wypaść zbyt mocno z obiegu. Stąd zresztą narodziny zjawiska zwanego FOMO. Jest to skrót od zdania „fear of missing out”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza właśnie obawę, że coś istotnego nam umknie i znajdziemy się na tyłach tej globalnej defilady… Dość ciekawą koncepcję przyszłego/współczesnego świata w „Po piśmie” stworzył Jacek Dukaj, w której to powieści rozwodzi się na temat świata, w którym postęp technologiczny wytworzył tak silny dyskurs, że człowiek jako jednostka nie jest już zupełnie potrzebny do jego dalszego rozwoju — tracąc swoją podmiotowość stajemy się tylko coraz bardziej bezrefleksyjnymi przeżywaczami rzeczywistości.

Wiąże się to bezpośrednio z moimi kolejnymi przemyśleniami dotyczącymi social mediów w obecnych czasach, które to coraz negatywniej wpływają na kondycję psychiczną zarówno młodszych, jak i już całkiem dojrzałych jednostek. Po pierwsze — fikcyjna bańka, którą karmią nas algorytmy sprawia, że perspektywa i postrzeganie przez nas rzeczywistości jest tak naprawdę odgórnie sterowane. Są one przemyślane w ten sposób, żeby podsuwać nam treści, które najpierw uprzednio posegregowane i przypisane do naszego „ID” wyświetlają się po kolei, badając nasze reakcje, coraz bardziej to przypodobując i chełpiąc się z naszego powierzchownego poklasku i aprobaty dla nich. Dość trafnie obrazuje to cytat prof. M. Matczaka, który pisze - „Takie skupienie na własnych emocjach promują media społecznościowe – mechanizm instagramowej czy facebookowej rolki pozwala podążać za nimi przez wiele godzin. Wspiera to algorytm, który mierzy zaangażowanie emocjonalne długością skupienia i podrzuca kolejne, podobne treści. Tym samym podróż w głąb własnych emocji zamienia się w nieograniczoną konsumpcję doświadczeń – a kończy się, jak każda nadmierna konsumpcja, niedobrze”.

Jest to o tyle problematyczne, że tracimy przez to zdolność do krytycznego analizowania otaczającej nas rzeczywistości, nie mając punktów odniesień do poglądów i wizji innych niż te, którymi karmimy się na co dzień. Sprawia to, że nakładamy sobie poniekąd fasadowy filtr na rzeczywistość, który modyfikuje nasz odbiór świata jako ten jedyny i wspólny, również przeżywany przez naszego sąsiada, z którym celebrujemy często picie kawy w lokalnej kawiarni. Jak wszyscy dookoła przecież… Jest to o tyle ciekawe zjawisko, że w kulturze indywidualizmu — w jakiej nas wykreowano — wszyscy, jak jeden mąż, naprawdę usilnie wierzymy, że wszelkie te nasze egocentryczne wybory są naprawdę dokonywane przez nas. I to, że składają się one na większy obraz własnego ja, które jest unikatowe w świecie. Co zabawne, właśnie to jest chyba naszym największym wspólnym mianownikiem…

Ale czy właśnie to, że na każdym możliwym kroku próbujemy zakomunikować swoje jestestwo, nie sprawia, że w erze cyfrowego świata social media stajemy się łakomym kąskiem dla największych korporacji i włodarzy tego świata? Czy mamy świadomość jak wiele stron i aplikacji zbiera i zapisuje informacje na temat każdej wykonywanej przez nas czynności, każdego kliknięcia i polajkowania fanpejdżu, tego jak długo wertujemy okiem po stronie i gdzie zatrzymujemy myszkę, co lubimy i jakie treści wrzucamy do internetu, a wreszcie jak przekłada się to na rzeczywistość i władzę? Jak pokazuje przykład, o którym było głośno kilka lat temu, świadomości chyba w tym zakresie mamy niewiele. A mowa tu o osobie profesora Michała Kosińskiego, którego badania na temat określania osobowości użytkowników Internetu poprzez analizowanie ich cyfrowych śladów z wykorzystaniem metody OCEAN doprowadziły do przerażających i szokujących wniosków, z których wynika, że na podstawie zaledwie garstki informacji, które zostawiamy w internecie, algorytm jest w stanie oszacować nasze cechy z naprawdę wysoką precyzją. Przykładowo, na podstawie działań użytkownika – ograniczonych do mierzenia klikania przycisku „lubię to” – możliwe było określenie jego poglądów politycznych z dokładnością do 85%. Co za tym idzie, nowa metoda pomiarów ustalona przez Kosińskiego, Stillwella oraz Graepela pozwoliła na określanie cech jednostek, oraz grup użytkowników bez konieczności wchodzenia z nimi w bezpośrednią reakcję i wykorzystywania metod deklaratywnych – np. ankiet. Jeśli zestawimy to z jednostkami u władzy, które posiadając opracowany algorytm oraz dostęp do danych użytkownika np. z Facebook’a mogą mieć o nas pełną wiedzę — nie napawa to optymizmem. Tak też prawdopodobnie się dzieje, narzędzie to jest zapewne wykorzystywane podczas prowadzenia kampanii wyborczych, w celu ułatwienia sobie utorowania drogi do odbiorcy, który będzie najbardziej podatny na treści, które chcemy mu zakomunikować.

Kolejne pytanie, jakie należy sobie zadać to czy, aby na pewno kolorowy świat, w którym żyjemy, gdzie nasze ograniczenia co do czasu i miejsca nie mają znaczenia, bo możemy dojrzeć wszelkie te skryte zakamarki globu, o których nigdy byśmy nie mieli pojęcia, poobserwować wyidealizowany świat naszych ulubieńców, a także zainspirować się alternatywnym stylem pracy, jak np. digital nomad sprawia, że czujemy się zewsząd dopingowani i podekscytowani wizją stanięcia w tym szczurzym biegu? No, nie do końca...

Szczególny nacisk kładę na problem z postrzeganiem własnej wartości i samooceny, który na tle wymuskanych gwiazd internetowych rodem z serii Barbie & Ken może gwałtownie wzrastać. Nie mogąc realnie zobaczyć ich świata od wewnątrz, żyjemy w przekonaniu, że dookoła nas ludzie żyją w sposób bajkowy, nie znając sztuczek, które stosują na ekranie. Do groteskowych przykładów należy podać np. przypadek influencerów, którzy układając misternie wizję wyidealizowanego życia, potrafią kupować za pośrednictwem portalu OLX puste opakowania po luksusowych produktach, które umieszczają na widocznych punktach w kadrze do zdjęć czy filmików, które wrzucają na swój kanał. Nie sposób po długotrwałym obcowaniu z tego typu osobowościami popaść w brak wiary w siebie i wmówić sobie jakąś ułomność na tle innych. A to na pewno nie przysporzy nikomu nic dobrego.

Nie jest moim celem przekonać wszystkich, żeby zostali cyfrowymi abnegatami i zrezygnowali z doczesnych uciech współczesnego świata. Oczywiście, rozwój i możliwości, jakie daje nam dostęp do nieograniczonych zasobów internetu, potrafi czynić cuda. Całym tym wywodem chciałbym jednak skłonić do krytycznej analizy praw rządzących tym światem, a także do spojrzenia w głąb siebie i innych w celu dojrzenia człowieka prostego — taki, jaki jest. Świadome korzystanie z tych zasobów jest naprawdę rzeczą niebywale cenną i trudną, szczególnie że uzależnienie od social media występuje w takim samym stopniu jak uzależnienie od każdych innych używek i jest po prostu dysfunkcyjne dla naszego organizmu. I tę świadomość należy budować już od najmłodszych lat, biorąc w pełni odpowiedzialność za konsekwencje, jakie płyną z nieodpowiednich zachowań i wzorców. Przytaczając na koniec znany cytat z popkultury - „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.

Podziel się swoimi przemyśleniami

Czy ten artykuł wywołał w Tobie jakieś refleksje? Napisz, co o tym myślisz. Chętnie poznam Twoją perspektywę.

Minimum 10 znaków

Jeśli chcesz otrzymać bezpośrednią odpowiedź